Larry Crowne – uśmiech losu, Recenzja

Larry Crowne (Tom Hanks) pracuje w supermarkecie. Jest świetnym pracownikiem, więc gdy zostaje wezwany na dywanik szefa, nie przeczuwa, że za chwilę usłyszy gorzkie słowa o redukcji etatów. Widoków na nową pracę nie ma żadnych, więc za namową przyjaciół Larry postanawia zdobyć to, co rzekomo powstrzymywało szefów przed zakwalifikowaniem Larry'ego do awansu: dyplom. College, młodsi o 30 lat koledzy z ławki oraz piękna i sfrustrowana pani od retoryki stają się jego całym życiem.

Pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy, jest totalnie głupawa, więc się podzielę: ale ten Hanks jest już stary! Niby frazes: ludzie się starzeją, ale jakoś po niektórych ten upływ czasu widać trochę bardziej niż po innych niektórych. I to wcale nie jest kwestia makijażu i retuszu. Ech ...

Sam film jest bardzo dobrą komedią z dobrymi dialogami i świetnym komizmem sytuacyjnym, żadna tam głupkowata szmira. Na początku jest trochę dramatu: utrata pracy, włączenie systemu oszczędnościowego, przykrości związane z rozstaniem się z własnym dobytkiem, a potem już jazda z górki. Bo czymże jest brak domu czy dobrej pracy, skoro można pojeździć na motorze z gówniarzami, pośmiać się z profesora od ekonomii i pomarzyć o wypalonej zawodowo, acz ślicznej pani profesor? Spłycam, bo to wszystko prowadzi do zakończenia wiadomego, żywcem wyjętego z komedii romantycznej, ale Hanks w schemacie tylko moczy nogi, nie interesuje go kąpiel. Robi to po swojemu i robi to dobrze.

Bardzo dobrze pomyślana postać Mercedes Tainot (Julia Roberts) - kompletnie sfrustrowanej swoim życiem i pracą pani profesor, która swój nieudany związek i konieczność użerania się z debilnymi studentami zapija dużą ilością drinków. Roberts dobrze zresztą tę rolą pokierowała, zabarwiając ją swoim czarem, bo ma Julia Roberts jakiś nieodgadniony wdzięk, który zadziwia mnie w każdym filmie. Niby ani mnie ona ziębi, ani grzeje, ale praktycznie w każdym filmie przekonuje mnie do siebie. Właśnie "tym czymś". Nie, żebym mdlała, zachwycała się, gloryfikowała i od razu z zapałem uzupełniała listę ulubionych aktorów, ale jednak coś jest. I to jest w niej bardzo fajne.

Warto  wspomnieć, że Larry jest dzieckiem (jakby to nie zabrzmiało) Toma Hanksa. To jedna z czterech (czwarty w 2013 roku) produkcji w reżyserii Hanksa. Raczkuje więc dopiero Hanks-reżyser, ale jak przystało na wspaniałego, starzejącego się aktora pewnie wkrótce się rozkręci.

Czy polecam?

Tak.


Aneta Starosta


*
a my zapraszamy do przeczytania jeszcze jednej recenzji tego filmu : 
http://creativemagazine.pl/larry-crowne-usmiech-losu-recenzja,26

Komentarze
Jeśli jesteś człowiekiem to przesuń suwak w prawo
  PRODUKT TYGODNIA  
produkt tygodnia
  PORADY  
Jak dostarczyć organizmowi odpowiednie zapotrzebowanie na ...

Idzie lato, a w raz z nim większość z nas w mniejszym bądź większym stopniu postanowiła zadbać o swoją kondycję fizyczną. Czy pamiętamy, o tym, żewicząc ...

Niezbędnik biwakowicza – Jak przygotować się na ...

Na przestrzeni lat biwakowanie stało się jedną z najpopularniejszych form spędzania czasu na łonie natury. Taka forma odpoczynku coraz częściej wybierana jest nie ...

Pielęgnacja zaczyna się od kąpieli

Pierwszą czynnością pielęgnacyjną w naszym życiu jest kąpiel. Począwszy od tej, pełnej symboliki, oczyszczającej, tuż po narodzinach, aż po codzienny rytuał ...

  POPULARNE  
Nowy podkład Rimmel Match Perfection
"50 twarzy Greya" - film: kto zagra główne role?
10 najmodniejszych stylizacji męskiego zarostu na 2016 rok
Nowe oblicze Greya - Recenzja