Zadzwoń, jak Cię zabiją - Recenzja

Dostałam bilet wstępu za kulisy życia aktora, który największą popularność zyskał dzięki rolom w takich serialach, jak „M jak miłość” i „Klan”. Szkoda było by zmarnować taką okazję. No to, więc wzięłam udział w tej premierze. Wygodnie rozpanoszyłam się na widowni, aby odbyć tą podróż w głąb literatury.

Więc kurtyna w górę, akcja:

Akt I
Z wyżej wymienionym tytułem zasiadam w oknie. Zaczynam wertować kolejno kartki, aż docieram do słów: "Musisz zrozumieć, że wszystko, co kwitnie, musi kiedyś umrzeć, ale nie wszystko, co martwe, musi zawsze takie pozostać".

Od tego momentu, nic już nie będzie takie samo. Fraza ta nie pozwala usiedzieć mi spokojnie czytając. Wobec powyższego, daję dyla na ogród. Docieram do momentu, gdzie autor jawi się, jako Hamlet spod sceny. Ja wobec tego, także chcę zagrać jakąś ciekawą rolę. W pierwszej chwili mam ochotę wcielić się w Widmo, z „Drugiego Dania” Sławomira Mrożka, wyrecytować sztukę przed kwiatami w klombie. Jednak muszę na chwilę odłożyć książkę, bo do głowy przyszedł mi bardziej szalony pomysł. Wykonuję serię piruetów i gwiazd na trawniku przed domem. Sąsiedzi z przeciwka patrzą na mnie. Wyglądają na troszkę zaskoczonych. Wobec tego biorę lekturę pod pachę i idę dalej przed siebie.

Skoro Probosz może inspirować się Szekspirem, to ja także mogę wyobrazić sobie to, jak setki ludzi podziwia, gdy stoję na głowie w samym centrum boiska. Bo między kolejnymi wersami docieram na miejsce, gdzie emocje tak szybko nie opadają. Następnie przecierając szlak prostą drogą, czytam o tym, jakie to kręte i zawiłe potrafią być ścieżki życia.

Akt II
Autor przekazuje prawdę o świecie i życiu. Robi to w sposób niestandardowy, mistrzowsko balansując na granicy wielu zagadnień i płaszczyzn i definicji. Już po kilku pierwszych stronach wiem, że czytam coś, co stanowi zarazem pochwałę dnia codziennego jak i najnowsze wydanie współczesnego podręcznika dobrej śmierci. „Zadzwoń, jak Cię zabiją” utrzymane jest w konwencji „carpe diem”. Literatura z nurtu stop dreaming- start believing, afirmacja życia, nawet tego po śmierci. Publikacja, która pokazuje, że można być szczęśliwym nie mając pieniędzy, podkreślająca, że nic nie zastąpi wzajemnego szacunku i tolerancji, otwartości, akceptacji. Dająca siłę, do tego, aby walczyć o swoje marzenia, pragnienia i cele, ponieważ mogą one stać się faktem, jeżeli tylko się pośpieszymy, bo musimy mieć najzwyczajniej na uwadze to, że możemy nie zdążyć. Dlatego nie warto wahać się, szczególnie, jeżeli nie mamy nic do stracenia.

Probosz w banalny, ale za to bardzo dający do myślenia sposób ukazuje to, jaką Amerykanie mają o Nas wiedzę, a raczej to, że nie mają bladego pojęcia o tym, czy i gdzie były obozy oraz w jakim celu je wykorzystywano. Ponieważ na pewno nie, jako pola namiotowe, jak stwierdzi to przeciętny Amerykanin. Tam padają gorsze słowa. Przy tym „polskie obozy śmierci” w wykonaniu Baracka Obamy, to małe piwo! Relacja z tego, co spotkało w szpitalu osobę, która doświadczyła koszmaru pobytu w takim miejscu to wylanie kubła zimnej wody na Polaków oraz pozbawienie wszelakich złudzeń, na to, że dołączymy do strefy ruchu bezwizowego. Gdy docieram do tego, że pisarz w brawurowy sposób obala wizję „American dreamu” silny podmuch wiatru, jakiego doświadczam czytając tą część dzieła potwierdza cios w policzek, jaki otrzymujemy z strony USA. Jakby nawet liście swoim szumem chciały przypomnieć oraz dać wyraźny znak, że zbliżają się tam wybory, i kampania wkracza w decydującą fazę. Czyżby ostrzeżenie i żółta kartka dla demokratów? Niech nie zapominają o tym, ze republikanie także czasami wygrywają wybory.

Czytam o tym, jak były więzień obozu wykorzystuje okazję, do tego, aby przechwycić kawałek mięsa pierwotnie przeznaczonego dla owczarka niemieckiego esesmana i w tym momencie zaczyna kropić. Mam wrażenie, jakby to nowy rodzaj krwi swoistego rodzaju, pamiętającej o ranach zadanych przez historię, ale już nie czerwonej, z względu na to, że zdążyły one się już zabliźnić nie pozwolił przejść obok obojętnie. Bardzo dogłębnie, ciekawie jest także ukazana sytuacja w Meksyku.

Backstage dnia powszedniego i kulisy sławy egzystencji ukazane są tu takim słownictwem, że śmierć nie boli, nie razi, natomiast jest piękna. Wyrażenia związane z sztuką, kulturą, teatrem stanowią niezastąpioną narkozę, pozwalającą oswoić ból istnienia. Żadne tam wizje kostuch z kosami, tylko tunele, światło i te sprawy, konkrety.

O śmierci, tej fizycznej, jak i klinicznej. Zdemaskowanie tego, jak podstępny jest rak krtani i płuc. Prosto z mostu, o tym, że jeżeli ma się cierpieć, to powinno się, chociaż móc odejść w domu, wśród najbliższych. Aby chociaż móc spokojnie pożegnać się duchowo, skoro ból fizyczny jest tak silny, że nie pomaga już morfina. Znośnie ubrane jest to, że pielęgniarka wchodzi do domu i już w progu mówi: agonia, to długo nie potrwa. Pięknie pokazane jest to, jak ścieżko pogodzić się z tym, że z kogoś, z którego dotychczas biło energią ucieka bezpowrotnie życie. Natomiast śmierć kliniczna oddana bardzo realistycznie, tak, jak w takich tomikach jak: „Życie po życiu” czy „Ocaleni przez anioły”.

Rzecz o tym i w tym, że jeżeli ktoś pozostawił nam ogromny drogowskaz na życie, ostrzegł, przed tym, co gorzkie, może spowodować zły to taka osoba w Nas żyje. Nie umiera nigdy. Dlatego powinniśmy pamiętać za wszelką cenę o pozostawionym nad cennym świadectwie. Bez tabu o tym, jak pochować człowieka zarazem ocalając go od zapomnienia. Dzięki tej lekturze jestem bardziej niż pewna, że w poprzednim wcieleniu byłam Królową Amazonek. Zbyt wiele dowodów na to drzemie we mnie aż po dziś dzień. Bo też wierzę w to, że już kiedyś tu na Ziemi byłam, tylko w innym wcieleniu. Teraz, choć tak samo silna walczę inaczej. Najzwyczajniej w świcie łuk trzeba było zamienić na cos współczesnego.

Akt III
Gdy wertuję ostatnią stronę, poczym zamykam książkę jest już wieczór, zapadł zmrok. Unoszę głowę do góry, spoglądam w niebo. Refleksja jest tym jedynym, co mi przychodzi do głowy. Bo wprawdzie okładka została zamknięta, ale co, co tam przeczytałam to rozdział wciąż otwarty, wciąż we mnie żyje. Bo każdy człowiek, rodzi się, w konsekwencji, czego umiera. Kiedyś to mi przyjdzie z nieba spoglądać na kogoś, kto zasiądzie w dzisiaj moim oknie. I fajnie by było, gdyby ta osoba też czytała tam książkę. Wszyscy prędzej, czy później dosięgniemy gwiazd. Jednak niech nikt nie liczy na telefon zza światów ode mnie. Odpowiadam: To Ty zadzwoń, jak będą chcieli Cię zabić. Może, już, jako anioł zdążę na czas pojawić się w odpowiednim miejscu oraz czasie pomóc i wypełnić swoja przyszłą misję.

Zamykam okno.

Poprawiam firanę i zasłonę.

Kurtyna opada. Bilet skasowany.

Podróże kształcą, te odbyte miedzy wersami także.

To było bardzo pouczające przedstawienie.

Reasumując: chwyta za serca!

Monika Makowiecka

Komentarze
Jeśli jesteś człowiekiem to przesuń suwak w prawo
  PRODUKT TYGODNIA  
produkt tygodnia
  PORADY  
Pięć sposobów na skórę naczynkową

Skóra naczynkowa to problem wielu kobiet. Na ich powstanie wpływa wiele czynników – estrogeny, menopauza, fototyp skóry i inne, ale niezależnie od powodu ich ...

Jak poprawić kondycję skóry?

Jeśli usilnie staramy się zapobiec przebarwieniom, nawrotom zmian trądzikowych czy wreszcie pojawianiu się zmarszczek, polegając jedynie na podstawowej pielęgnacji ...

Pierwszy raz w gabinecie? Czas na mezoterapię!

Jeszcze kilkanaście lat temu medycyna estetyczna kojarzona była z możliwościami zarezerwowanymi dla ludzi bogatszych. Dziś jej osiągnięcia znajdują się w ...

  POPULARNE  
Nowy podkład Rimmel Match Perfection
"50 twarzy Greya" - film: kto zagra główne role?
10 najmodniejszych stylizacji męskiego zarostu na 2016 rok
Nowe oblicze Greya - Recenzja