Dobre rady bywają... rzeczywiście dobre, czyli pożyteczne i pomocne. Niestety, jak wszyscy doskonale wiemy, „dobre” rady bywają też męczące i zupełnie nieprzydatne – a do tego irytujące. Czas uporządkować listę tych drugich – które dobre rady denerwują nas najbardziej?
Dobre rady dla młodych mam
Zaczynamy od prawdziwej kopalni niepożądanych „dobrych rad”, czyli tych kierowanych w stronę świeżo upieczonych mam. Porady można podzielić na kilka kategorii, czyli:
- dotyczące żywienia
Tutaj mamy cały szereg różnych opcji. Czekolada dla dwumiesięczniaka – dla poznania smaku. Cukier na smoczku – żeby ładnie ssał. Cukier do wody – żeby biedne dziecko nie męczyło się z piciem. Mamy również mnóstwo innych, ciekawych pomysłów – jak chociażby podawanie niemowlęciu dużych ilości soli do posiłków, bo przecież „takie mdłe” nie smakuje. Inni radzą, mamy wzdychają – bo przecież z bolącym w nocy brzuszkiem zostaną właśnie one... i sam zainteresowany.
- dotyczące zabobonów
Porady związane z zabobonami to kolejne „perełki”. Mamy tutaj zarówno klasyczne wskazówki odnośnie niewychodzenia z dzieckiem z domu bez czerwonej wstążeczki na budzie wózka, czy wstrzymaniem się z zakupami, aż dziecko się urodzi, jak i całkiem oryginalne pomysły. O tych ostatnich mówi Magda, mama 2-letniej Jasia. „Kiedy mój syn zaczął przejawiać objawy autyzmu – między innymi nie reagował na imię, usłyszałam, że to z powodu „zauroczenia”. Uzdrowienie sytuacji miało nastąpić poprzez kontakt ze znanym „znachorem”, którego terapia polegała na... polaniu rączek dziecka woskiem i czekaniu, aż wosk ten zastygnie. Następnie wosk miał być wrzucony do wody i „odczarowany”. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać. W końcu okazało się, że syn ma niedosłuch i stąd jego problemy rozwojowe. Oczywiście u lekarza obyło się bez polewania dziecka gorącym woskiem.”
- dotyczące wychowania...
... i ubierania. O tym ostatnim młode mamy mogłyby zapewne napisać niejedną książkę – zwłaszcza o przegrzewaniu i wszędobylskich czapeczkach. To jednak standard. Użytkowniczki różnych for, w tym pani o nicku „BabaOsiadła” podkreślają, że porady dotyczące codziennych spraw związanych z wychowaniem dziecka są czasem naprawdę wyjątkowo oryginalne. Oto, co Internautka ta usłyszała, kiedy jej córka zaczęła ssać palec: „Ja miałam założyć swojej córce na przedramiona kartonowe rolki po papierze toaletowym, żeby nie mogła zginać rączek, a dzięki temu ssać kciuka. Dodam, że córka właśnie uczyła się chodzić...”
Dobre rady... dla samotnych
Nie tylko młode mamy otrzymują całą stertę rad, na które reagują tylko głośnym westchnieniem. Sporą ilość wyjątkowo interesujących wskazówek dostają również ci, którzy nie znaleźli jeszcze partnera. Jeśli dodatkowo wszyscy dookoła są już w związkach, zaczyna się cykl porad. Które są najbardziej niemile widziane?
- „Obniż wymagania!” O tym, jak bardzo tego typu porady mogą wyprowadzić z równowagi, mówi 30-letnia Magda: „Nie jestem w stanie policzyć, ile razy musiałam wysłuchiwać, że mam „obniżyć wymagania”, co do potencjalnych kandydatów na faceta. Rozumiem, że w takim razie mam zacząć spotykać się z kimś, kto mnie zupełnie nie pociąga fizycznie (no tak, jasne, wszyscy tak przecież robią) albo może tolerować fakt, że facet mnie zdradza? Czy może mam wyjść za faceta, który na dzień dobry woli kumpli ode mnie? Wkurza mnie strasznie, gdy ktoś traktuje zwykły pech jako wynik moich wymagań z kosmosu.”
- „Rozglądnij się, wkoło jest tylu fajnych facetów!” „Uwielbiam ten tekst! Już wyobrażam sobie, jak jadę zatankować samochód i mówię do pierwszego, lepszego faceta – hej, nie chcesz się ze mną umówić? Albo proszę o to sprzedawcę w punkcie lotto. Albo farmaceutę w aptece. Przecież dookoła są sami fajni faceci, dlaczego miałabym marnować okazję?”- słowa 31-letniej Alicji podkreślają, jak irytująca może być porada o „rozglądaniu się za facetem”. Ponadto, psychologowie ostrzegają przed silnym dążeniem do związku, za wszelką cenę – takie podejście do sprawy może tylko przesłonić nam racjonalne myślenie i zniechęcić partnera do utrzymywania znajomości. A jednak wciąż możemy usłyszeć, że trzeba się tylko rozglądać...
Dobre rady dla przygnębionych
O tym, jak wielką siłę niszczenia ma depresja, nie trzeba nikogo przekonywać. Co więcej, najnowsze badania dowodzą, że na depresję narażonych jest coraz więcej ludzi. Czy przekłada się to na zrozumienie problemu i tej poważnej choroby? Absolutnie nie, o czym świadczy najchętniej udzielana porada – „Weź się w garść.” Jak może się to przełożyć na funkcjonowanie osoby chorej? Mówi o tym 35-letni Tomasz: „Kiedy po rozwodzie zachorowałem na depresję, miałem ochotę w ogóle nie wychodzić z domu. Siedziałem tylko w domu i oglądałem seriale, popijając piwo albo spałem. Znajomi, którzy do mnie przychodzili, próbowali sposobów „serialowych” – podnosili rolety, mówili: „Daj spokój, słońce świeci, szkoda dnia na smutki, weź się w garść”. Ja tego nie chciałem, miałem gdzieś słońce i świat. A przez takie porady czułem się jeszcze bardziej beznadziejnie. Dopiero po próbie samobójczej poszukałem pomocy u psychologa i pokonałem depresję. Szkoda, że takiej porady nikt mi nie dał.”
Zanim doradzisz
Jak widać, „dobre rady” mogą być nie tylko irytujące, ale też niebezpieczne. Dlatego tak na wszelki wypadek zawsze warto dobrze przemyśleć wskazówki, jakich mamy zamiar komuś udzielić.
A wy – jakie znacie najbardziej denerwujące rady?
Komentarze