Lubię te różne preparaty do mycia rąk bez użycia wody. Zawsze mam takie „cudo” w torebce. Stosowałam przeróżne żele, chusteczki, a ostatnio trafiła mi się, właśnie, wspomniana w tytule, musująca pianka.
Produkt znajduje się w opakowaniu o pojemności 50 ml. Wyglądem i sposobem aplikacji przypomina pianki do golenia. Nałożony na dłoń intrygująco musuje … Nie wiem, czy kojarzycie „strzelające oranżadki”, ale dźwięk jest niemal identyczny 😉
Dużym plusem tego kosmetyku, poza oczywistym działaniem antybakteryjnym, jest zawartość d-pantenolu. Faktycznie, dzięki temu składnikowi, skóra nie staje się przesuszona i nie woła natychmiast o krem do rąk. Warto też zwrócić uwagę na zapach. Mimo, że wyczujemy w nim alkohol i ogólnie całość wydaje się być trochę zbyt intensywna, to jednak, jak na produkt tego typu, jest nieźle: świeżo, acz z lekka kremowo.
Pasuje mi tu określenie „drogeryjnie” (kiedyś, gdy się wchodziło do sklepów z chemią i kosmetykami, to podobny aromat otaczał klienta). Taki drobiazg naprawdę warto mieć przy sobie.
Jedyny problem tkwi w zakupie – miejsc, w których można nabyć musującą piankę jest, jak na razie, niewiele. Ale to się, z pewnością, zmieni 🙂
Ewa Staśkiewicz