Original Source, Orange & Liquorice

Opublikowane 2012-12-20 09:07

Na półce w drogerii ujrzeć go łatwo. Soczysty pomarańczowy kolor sam nam się pcha do oczu. Charakterystyczny kształt również swoje robi.

Żel z edycji limitowanej zainteresował mnie od razu. Mam fioła na punkcie niebanalnych zapachów i cieszę się, że ten mnie nie rozczarował. Aromat pomarańczy zmieszanej z lukrecją jest wyraźny. Mnie, osobiście, kojarzy się z czekoladkami z alkoholem, które babcia dawała mi w dzieciństwie. Moja koleżanka wskazuje na toffi.

Opakowanie jest urokliwe – naklejka ze sweterkiem w renifery podkreśla fakt, że jest to „limitowanka”. Podoba mi się poczucie humoru emanujące z etykiety (np. „możesz pokochać albo znienawidzić”) oraz nacisk kładziony na to, że firma dba o naturę, o czym świadczy namawianie klientów do wspierania recyklingu i znaczek „Vegan” (oznacza, że składniki użyte do produkcji żelu nie są pochodzenia zwierzęcego).

A teraz, to co najprzyjemniejsze, czyli sama kąpiel 😉 Bądź prysznic, wedle uznania. Wylewamy na dłoń pomarańczowy żel, którego barwa nic nie traci na intensywności, nawet po wydostaniu się z opakowania. Konsystencja „nierutynowego cuda” (hasło każdego kosmetyku Original Source brzmi: „nie zawiera rutyny”) jest lekko galaretowata, produkt pieni się dość słabo. No i z wydajnością krucho.

Nie da się ukryć, że jego podstawową zaletą jest zapach. Na plus należy również zaliczyć mu, że nie wysusza skóry i nie uczula (przynajmniej mnie). Na minus – krótkotrwałość aromatu. Właściwie nacieszymy się nim jedynie podczas samego mycia, potem błyskawicznie ulatnia się z ciała. Przydałby się z tej samej serii balsam…

Polecam fankom oryginalnych zapachów, które zimą mają ochotę na „coś słodkiego” w wersji niekalorycznej 😉

 

Ewa Staśkiewicz