„Cyfrowe wykluczenie” – ten termin stosuje się wobec osób, które nie należą do fanów technologii. Ja pasuję do niego tylko połowicznie, ponieważ nie znoszę gadżeciarstwa, ale interesuję się social mediami. Uważam bowiem, że w dzisiejszych czasach internet uczynił ze świata jedną wielką globalną wioskę, co pozwala na swobodne komunikowanie się osób będących po dwóch stronach globu. To także możliwość kontaktu z ulubionym artystą, który ma fanpage na „Księdze Twarzy”. Czego chcieć więcej?
Schody zaczynają się wtedy, gdy udostępniasz na Fejsie zdjęcia lub zapraszasz kogoś do polubienia strony. O ile możesz cofnąć zaproszenie do grona znajomych, to w tym drugim przypadku nie ma już niestety takiej opcji. Zdjęcie profilowe możesz ukryć, ale to w tle pozostanie widoczne dla całego świata. I jak tu żyć?
Kolejna rzecz to namiętne wysyłanie przez niektórych „elokwentnego kciuka” (czyt. tego skierowanego w górę). Jeśli już naprawdę nie macie czasu odpisać lub nie chcę się wam rozmawiać, napiszcie szczerze – „stary, nie mam czasu, nie chcę mi się”. Wiem, że wysłanie tego czegoś jest prostsze, ale ja jednak wolę słowa w standardowym wydaniu (pismo obrazkowe jest be!).
A Wam co się nie podoba na Facebooku?
Elvis Strzelecki