Mamuśki

Opublikowane 2013-09-08 20:06

Dzisiaj będzie o „mamuśkach”.

„Mamuśki”, w mojej książce, to kobiety, głównie koleżanki bliższe lub dalsze, w podobnym  wieku – czasami ode mnie młodsze, które posiadają potomstwo. Zauważyłam, że w okresie wakacyjnym jakoś bardziej się uaktywniają. Trochę jak komary. Albo Palikot.

„Mamuśki” uwielbiają rozmawiać o dzieciach. Swoich, rzecz jasna. Uwielbiają też inne kobiety na dzieci namawiać. Chociaż kto wie, może tylko mnie namawiają.

Szczerze ? To pierwsze jestem w stanie zrozumieć, ale wspomniane namawianie doprowadza mnie do furii. Mam wrażenie, że większość z nich wraz z urodzeniem dziecka pozjadała wszystkie rozumy.

Naprawdę zdaję sobie sprawę, że to małe „coś” może być przyczyną ogromnej radości, zwłaszcza wtedy, gdy jest wyczekiwane, chciane, kochane. Rozumiem, że miłość się wtedy z człowieka wylewa. Ale do jasnej cholery, mam naprawdę dosyć dziwienia się, gdy mówię, że dzieci mieć nie chcę.

Nie lubię ich. I nie, nie zmieni mi się to w przyszłości. Nie mam zamiaru przepraszać za to, że nie zachwycam się nóżką, rączką, kupką czy ząbkiem.

Mam 32 lata i swój rozum. Potrafię podejmować decyzje – bardzo przemyślane. To nie fanaberie i kaprysy.

Człowiek nie jest gorszy tylko przez to, że w życiu świadomie z czegoś rezygnuje…

Aneta Starosta