Dobra dusza

Opublikowane 2016-11-16 21:43

Pożegnaliśmy się z D. i wsiadłem do zabookowanego wcześniej busa. W bagażniku miejsca brak, więc torbę podróżną musiałem wziąć do środka, co nie było zbyt dobrym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę moich sąsiadów. Z jednej strony bowiem siedział koleś, który każdym swoim gestem zdawał się mówić „za mało miejsca”, z drugiej natomiast para, w której to dziewczyna zamęczała biednego chłopaka swoimi hardkorowymi dywagacjami.

– Nie jedz tego, wypij taki sok, masz wysokie IQ, dlatego Cię wybrałam! Powinieneś chodzić wyłącznie w takie miejsca, które mi się podobają! – rozprawiała tak głośno, że słyszeli ją chyba wszyscy pasażerowie.

Czekałem tylko, aż powie coś o ćwiczeniach z Chodakowską i bezglutenowych potrawach. Cudownie! Wtedy też zrozumiałem, co mógł czuć biedny Miauczyński w „Dniu świra” i zacząłem się modlić o to, by zwolniło się gdzieś z przodu miejsce.

Modlitwy zostały wysłuchane! Usiadłem obok śpiącej dziewczyny, która po przebudzeniu uśmiechnęła się do mnie i spytała, czy wygodnie mi z tą walizką.

– Nie, ale mogło być gorzej – odparłem i tak rozpoczęła się wyjątkowa rozmowa na tematy niekoniecznie lekkie, łatwe i przyjemnie (c`est la vie).

Rzadko kiedy otwieram się przed kimś, kogo widzę po raz pierwszy, ale gdy trafia się na osobę, która mówi i myśli podobnie do ciebie, to grzechem byłoby odmówić konwersacji. I tak oto spędziliśmy miły czas, podczas którego doszliśmy do wniosku, że bycie dziwakiem we współczesnym świecie to prawdziwe błogosławieństwo.

– A kuku! – zawołała do mnie, wyskakując zza busa podczas półgodzinnej przerwy.

I jak kierowca mógł ją dwukrotnie pominąć, kiedy wyczytywał nazwiska pasażerów? Jej charakterystyczny głos bowiem, kręcone włosy i zapisana w oczach radość były nie do podrobienia.

Elvis Strzelecki