XI – Nie zazdrość i wyjdź z szuflady!

Opublikowane 2016-06-28 09:22

Patrząc na trend, który dominuje na naszej planecie praktycznie od początku jej istnienia, należałoby wprowadzić kolejne przykazanie (szczegóły w tytule felietonu). O co chodzi? O tak lubianą przez większość ludzi zazdrość. Zazdrościmy sobie samochodów, domów, żon, mężów, pracy, tytułów naukowych itp. Zabrzmię jak dziwak, ale zastanawiam się, czemu tak się dzieje? Zdaję sobie sprawę z faktu, iż nie każdego stać na określone rzeczy i może się czuć gorzej widząc, jak komuś innemu zdobywanie takowych przychodzi z niebywałą łatwością, ale czy nie po to Bozia dała rączki, aby sobie na przyjemności zapracować? „Niech mi państwo załatwi robotę, niech zapuka do moich drzwi w środku nocy długonoga blondynka, niech mi wykładowca w zębach przyniesie dyplom, a pizzeria zrobi pizzę w kształcie pierwszej litery mojego imienia…!” – liczba absurdalnych oczekiwań względem rzeczywistości rośnie każdego dnia. Lenistwo? Postawa roszczeniowa? Jasne, ale również kompleksy. Wydaje się nam, że zostaliśmy z góry skreśleni przez wszystkich, bo nie posiedliśmy odpowiednich cech wyglądu bądź charakteru. Tylko, czy każdy musi być modelem lub sportowcem? 

Źródłem kompleksów są najczęściej stereotypy czyli wytworzone przez pewną grupę społeczeństwa uproszczone wyobrażenia na temat poszczególnych elementów naszej rzeczywistości. Urosły one do rangi archetypu, przez co traktowane są niemal jako pewnik. Przykład? Dziewczyna rzuciła chłopaka, bo czuła się przy nim ogromna. Ów jegomość był dosyć szczupłym człowiekiem, a jego partnerka należała do bardziej krągłych pań. Mimo zapewnień, że jest dla niego najwspanialszą kobietą świata, dziewczyna uległa presji środowiska, dającego jej do zrozumienia, iż ona i jej ukochany nie pasują do siebie pod względem fizycznym. Ten przypadek został opisany na jednym z forów internetowych i stał się przedmiotem burzliwej dyskusji internautów. Trudno się dziwić, bowiem często poddajemy się wpływom naszych znajomych oraz rodzin. Duża rolę odgrywają tutaj także media, które lansują określone wzorce piękna i kariery. A dlaczego niby większych rozmiarów prawniczka miałaby się nie umówić z drobnej budowy mechanikiem samochodowym? Czy to nie smutni, mali ludzie wymyślili określenia typu „gruby, chudy, mądry, głupi”? Po co się więc nimi przejmować i żyć dla innych? Oczywiście, każdy ma prawo do posiadania własnych preferencji. Mam jednak wrażenie, iż często ich źródłem jest stereotypowe, schematyczne myślenie.

Wyjście z szuflady nie jest wcale prostą rzeczą, podobnie jak porzucenie krytycznego podejścia wobec samego siebie. Samokrytyka to cudowne narzędzie, bo uczy nas dystansu do własnej osoby. Łatwo jednak przekroczyć barierę przesady i stać się zakładnikiem złych myśli. Zamiast patrzeć na smutnego człowieka w lustrze, poszukaj przynajmniej jednej rzeczy, która mogłaby cię uszczęśliwić. Nie po to wszak egzystujemy, by brać udział w chorym wyścigu szczurów. Nie zazdrośćmy piłkarzom, aktorom i wokalistom udziału w reklamach drogich produktów, bo to przecież część ich pracy. Nie nazywajmy też każdego pracownika korporacji durnym karierowiczem, a człowieka religijnego moherem, gdyż nie siedzimy w ich głowach oraz sercach. Spróbujmy natomiast w miejsce negatywnych wyobrażeń wstawić bardziej pozytywne, niosące nadzieję na lepsze jutro.

Elvis Strzelecki