Nie tak dawno mój wujek zapytał mnie, kiedy napiszę jakiś nowy felieton. Odpowiedziałem mu, że niedługo. Przyznam jednak szczerze, że nie miałem ochoty poczynić kolejnego tekstu o świętach, prezentach, potrawach wigilijnych etc. Powstały już bowiem setki, jeśli nie tysiące tego typu pisadeł. Wówczas to przyszła do mej głowy myśl, która odmieniła wszystko (szczegóły poniżej).
Koniec roku to czas nudnych podsumowań i obietnic. „Schudnę, przestanę palić, zacznę uprawiać jakiś sport, będę kłaść się wcześniej spać” – też macie tego dosyć? Ja z pewnością. „Dlaczego więc piszesz o zmianach?” – zapytacie. Dlatego, ponieważ już na początku grudnia doszedłem do pewnych wniosków. Otóż, ciężko jest cokolwiek zaplanować, nie oszukujmy się. Dziś wszak nie wiemy, co zdarzy się jutro. Ktoś powie – „no tak, ale trzeba mieć jakąś perspektywę, bo to ułatwia nam dążenie do wyznaczonych sobie celów, a co za tym idzie, doskonałą organizację czasu”. Tu się zgodzę, tylko patrząc na większość osób odnoszę wrażenie, że stawiają sobie od razu Bóg wie jakie cele, zamiast skupić się na tych drobniejszych w myśl zasady małych kroków. Sam pamiętam, jak dwa lata temu poczyniłem obietnicę, że kolejny rok będzie najbardziej muzycznym w moim życiu. I co? Nie wydałem wówczas ani jednego przeboju! (muzyką elektroniczną zajmuję się hobbystycznie).
Kiedy człowieka dopada dół, brak weny, a okoliczności wokół raczej nie sprzyjają efektywnej pracy, zadajemy sobie następujące pytania – „Czy naprawdę jestem na tyle dobry, aby się tym zajmować?”, „Może powinienem rzucić to wszystko i wyjechać na jakieś odludzie?”. Zaczynamy wątpić w swoje możliwości i jedyne, czego pragniemy to uciec od otaczającej nas rzeczywistości. Nie ma na to niestety rozwiązania – każdy musi przejść ten etap, z większymi bądź mniejszymi trudnościami. Nie jestem psychologiem i nie zamierzam Wam doradzać w tych sprawach. Mogę jedynie powiedzieć o tym, jak ja sobie z tym poradziłem, a przyszło to w miarę szybko. Bliscy, Siła Wyższa oraz moja własna świadomość w podobnym czasie dały mi do zrozumienia, że jedynym, co naprawdę w życiu kocham jest pisanie, bez względu na formę.
Felietony, opowiadania, wiersze, recenzje, a także książki – to wszystko wiąże się ze słowem pisanym. Wiem, że jeszcze nie tak dawno na łamach Creative wspominałem o planach związanych z youtubem itp., jednak rzeczywistość utwierdziła mnie w przekonaniu, że lepiej zacząć od tego, w rytm czego bije moje serce. W święta zrozumiałem też, że jeśli się coś robi, to głównym motorem tych działań nigdy nie powinna być chęć zaimponowania innym. Prawdą jest, że nie zadowoli się całego świata i ilekroć będziemy podejmować próby robienia czegokolwiek na pokaz, stracimy ogromną część siebie. Osobiście nie polecam.
Życzę Wam zatem tego, aby każdy dzień Nowego Roku był dla Was wyjątkowy. Cieszcie się życiem, wspierajcie wzajemnie i dążcie do spełniania swoich marzeń. Szkoda bowiem życia na przejmowanie się głupotami.
Nie coach, nie psycholog, nie kaznodzieja, lecz zwykły szary człowiek zwany Elvisem