Lirene, Magic Make-up, Nawilżający krem zmieniający się w rozświetlający fluid

Opublikowane 2014-06-12 22:06

Wraz z nadejściem cieplejszych dni coraz chętniej sięgam po lekkie, nawilżające podkłady, rezygnując na ich rzecz z tych ciężkich i mocno kryjących. Nie cierpię podczas upałów nosić na sobie grubej maski pudru, mam wrażenie że skóra się pod nią dusi w tak wysokich temperaturach 😉 Do tej pory prym wiodły u mnie o tej porze roku kremy BB, jednak Laboratorium Dr Ireny Eris poszło o krok dalej i wymyśliło małego czarodzieja – nawilżający krem zmieniający się w rozświetlający fluid – przyznacie że brzmi ciekawie, a jak się sprawdził?

Na początek co go wyróżnia z tłumu podkładów jakie znajdziemy w każdej drogerii. Tuż po wyciśnięciu z tubki to zwykły biały krem, po dokładnym przyjrzeniu się dostrzec możemy w nim także mikroskopijne drobinki pigmentu. Jednak wraz z każdym ruchem mającym na celu rozsmarowanie kremu zmienia on swoja barwę, stopniowo zmierzając ku docelowej. Przyznam że jak dla mnie to zupełna nowość.

W palecie znajdziemy trzy odcienie kremu, ja jestem posiadaczką środkowego wariantu – to numer 02 oznaczony jako naturalny. I jest on chyba dla mnie ciut za jasny – słońce dość szybko zaprzyjaźnia się z moją skórą, mimo ochrony przeciwsłonecznej już na początku lata jestem opalona. Krem dość dobrze stapia się ze skórą, nie wpada w żółte czy pomarańczowe tony, nie utlenia się wraz z upływem czasu. Jednak jego konsystencja jest dość tępa, ciężko się go rozsmarowuje, nawet jeśli pod spód nałożymy krem nawilżający. Trzeba także pamiętać o dokładnym roztarciu podkładu, w przeciwnym wypadku tworzą się nieestetyczne smugi.

Jeśli już uporamy się z nałożeniem kremu zyskamy dość przyjemny efekt końcowy – cera jest sympatycznie ujednolicona, choć krycie nie jest mocne to drobne niedoskonałości jest w stanie zatuszować. Jeśli dodamy do tego korektor na większe niespodzianki będzie prawie idealnie 😉 Krem nie daje efektu maski i nie zostawia klejącej warstwy. Tworzy na twarzy lekki błysk, jesteśmy jednak w stanie bez większych problemów skorygować go lekkim pudrem transparentnym.

Ma jednak dość sporą wadę – po aplikacji zostawia na dłoniach dziwnie klejącą, woskową powłokę. Trzeba się porządnie naszorować by ją dokładnie usunąć. Jej namiastkę można także odczuć na twarzy, podczas demakijażu – kremu nie da się bezproblemowo usunąć za pomocą płynu micelarnego, trzeba użyć porządnego żelu do mycia twarzy i wody.

Jeśli chodzi o opakowanie nie mam mu nic do zarzucenia – smukła czarna tubka ze srebrną zakrętką daje namiastkę elegancji. Cienki aplikator pozwala na perfekcyjne dozowanie produktu, nie ma obaw że wyciśniemy go zbyt dużo. I zapach przypadł mi do gustu – jest lekki i przyjemnie owocowy, nie ma nic wspólnego z typowo pudrowym aromatem tak często spotykanym w tego typu produktach.

Moim zdaniem to dość ciekawy produkt, jednak sporo brakuje mu do doskonałości. Szkoda że nie został dopracowany, bo miałby szansę wkraść się na dłużej w moje łaski 😉

Moja ocena: 3 / 5

Agnieszka Wysocka