Projektantka, cechująca się konsekwencją i odwagą. Ucieka od przekombinowania, nie podąża ślepo za trendami, bardziej interesuje ją kreowanie własnego stylu. Opanowana i sympatyczna szefowa, a zarazem żona i matka, która umiejętnie godzi ambicje zawodowe z obowiązkami domowymi. Kobieta z pasją i głową pełną pomysłów.
Z Kasią Miciak – artystyczną duszą, która zaryzykowała by realizować swoje marzenia – rozmawia Aneta Wieczorek.
- „Być kobietą spełnioną…”- co według ciebie znaczą te słowa?
Znaczą tyle, co realizować swoje marzenia, utrzymując równowagę pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym, czuć się wolnym i swobodnym w podejmowaniu własnych decyzji i dysponowaniu swoim czasem, osiągać sukcesy.
- Zawsze marzyłaś o tym by być projektantką?
Rysunkiem i rękodziełem zajmowałam się od kiedy pamiętam. Szyłam już w liceum, ale nigdy nie sądziłam, ze będę się tym zajmowała zawodowo. Moi rodzice mieli inne plany wobec mnie. A jako, że oprócz duszy artystycznej mam umysł ścisły wybraliśmy studia ekonomiczne, podchodząc do przyszłości praktycznie z punktu widzenia moich rodziców. Przez wiele lat pracowałam w działach finansowych, głównie w firmach z branży odzieżowej i to chyba zaważyło.
- Czujesz, że jesteś popularna? Uważasz się za osobę sławną?
hahaha, ale zabawne pytanie! działam dopiero od roku, a na cały etat pół roku, cały czas mi się wydaje, ze dopiero zaczynam!
- Moda to Twoja największa pasja, czy uzależnienie?
Zdecydowanie pasja, bo jestem już duża i radzę sobie z uzależnieniami całkiem nieźle.
- Jak zaczęła się Twoja przygoda z modą? Co cię skłoniło by podążyć taką drogą?
Tak jak wspomniałam już wcześniej, modą i rękodziełem interesowałam się od zawsze. Już w podstawówce tworzyłam pierwsze projekty, dość skomplikowane, które zlecałam do uszycia mojej mamie. Mama zawsze potrafiła sprostać moim oczekiwaniom i nigdy nie zawiodła, mimo, że zawodową krawcową nie była. Od zawsze też projektowałam i robiłam biżuterię , jako dziecko tworzyłam z modeliny, potem ze srebra. Była też fascynacja decoupage’m i filcowaniem… Z samym projektowaniem i szyciem historia jest chyba bardzo standardowa. W listopadzie 2010r. dostałam od mamy w prezencie maszynę do szycia, która jak widać stała się przysłowiową wędką! Zaczęłam namiętnie szyć ubrania wg własnego pomysłu dla siebie i dla Córki. Potem przyszła kolej na szycie dla znajomych, przyjaciół, aż wreszcie postanowiłam swoją pasję zamienić na sposób na życie, założyłam działalność gospodarczą i zaczęłam sprzedawać swoje prace, dzieląc się moją pasją z innymi i ciesząc się z faktu, iż to co robię, znajduje zadowolonych odbiorców.
- Wyznaczyłaś sobie zasady, założenia, jakieś granice i wytyczne, których przestrzegasz?
Zasady, którymi się kieruję to dobra jakość uszycia i użytych tkanin oraz przystępna cena, aby zwykli ludzie też mogli pozwolić sobie na ubrania oryginalne, zaprojektowane i uszyte z pasji.
- Nigdy nie żałowałaś decyzji o założeniu własnego biznesu?
Przenigdy. Spełniam się w tym co robię, widzę, ze praca przynosi efekty i pozwala się rozwijać.
- „Chwytasz dzień” i jesteś spontaniczna, czy starasz się być uporządkowana i każdy dzień planujesz z wyprzedzeniem?
Będąc matką i żoną jestem zmuszona być osoba uporządkowaną i planować z wyprzedzeniem, ale z drugiej strony staram się również trzymać zasady carpe diem, stąd decyzja o rezygnacji z pracy w korporacji, wyswobodzeniu się z ograniczeń czasowych. Własny biznes pozwala poczuć się wolnym, podejmować własne decyzje, podróżować, odwiedzać fajne miejsca, spotykać różnorodnych ciekawych ludzi.
- Czy potrafisz pogodzić swój tryb życia z wychowywaniem dzieci? Znajdujesz czas na upieczenie ciasta mężowi i zajmowanie się domem?
Staram się ustawiać właściwie priorytety i pogodzić swoje ambicje zawodowe z obowiązkami domowymi i przyjemnością w wychowywaniu dzieci oraz spędzaniu wspólnego czasu. Ciasta piec uwielbiam, ale ostatnio rzeczywiście czasami brakuje na to czasu, w sprawach porządków i gotowania „obiadków” po partnersku dzielimy się z mężem obowiązkami.
- Często się denerwujesz? Dla swoich pracowników jesteś taką szefową jak Miranda Priestley w filmie „Diabeł ubiera się u Prady” czy w sytuacjach problematycznych zachowujesz spokój i „zimną krew”?
Jestem osobą opanowaną i daleko mi do Mirandy. W pracy staram się stwarzać przyjemną atmosferę. Myślę, że moi współpracownicy to dostrzegają.
- Jak wygląda praca nad kolekcją? Każdy projekt jest Twojego autorstwa?
Nad daną kolekcją zaczynam pracować rok wcześniej. Pomysły przenoszę do notatnika, z którego gdy przyjdzie czas, wyławiam projekty tworzące spójną całość. Często prototypy odszywam sama, czasami przekazuję rysunki krawcowej, która zajmuje się następnie konstrukcją oraz uszyciem pierwszych wzorów.
- Czy masz określoną paletę barw, kolory bez których nie może się obejść żadna kolekcja?
…hmmm chyba jestem przywiązana do czerni… może aż za bardzo?
- Skąd czerpiesz inspiracje, gdzie ich szukasz? Czym się kierujesz?
Inspiruje mnie właściwie wszystko co mnie otacza – sztuka, ulica, natura, podróże… Kieruję się zasadą, aby moje ubrania służyły do noszenia, nie chcę tworzyć mody przekombinowanej.
- Zdarza ci się, że pomysły przychodzą w najmniej spodziewanych momentach? Co wtedy robisz?
Pomysły, jak chyba u większości artystów, przychodzą znienacka w najmniej oczekiwanym momencie. Zwykle mam przy sobie notatnik i zapisuję lub robię szybki rysunek. Potem rysunki i notatki przenoszę o zeszytu „głównego”, który ma swoje stałe miejsce w domu i jest zbiorem setek moich pomysłów, inspiracji i uwag. Tylko nieliczne projekty z tego zeszytu wyglądają potem na światło dzienne.
- Oglądałaś film „Wyznania Gejszy”? Pytam, bo kolekcja wiosna/lato 2012 to ukłon w stronę folkloru, widać nawiązania do kultury Japonii – azjatycka kolorystyka przeplata się z ludowymi wzorami, a niektóre projekty przypominają kreacje gejszy.
Filmu niestety nie oglądałam, ale owszem moja pierwsza kolekcja przeplata inspiracje folklorem zarówno rodzimym jak i tym z Dalekiego Wschodu.
- Dla kogo tworzysz? Z myślą o jakich kobietach projektujesz stroje? Masz z góry nakreśloną konkretną wizję zanim powstanie kreacja i wyobrażenie kto powinien ją nosić?
Moje klientki to głównie kobiety około trzydziestki i z myślą o nich tworzę kolekcje. Jednak mam też sporo młodsze jak i starsze klientki, które lubią mój styl i chętnie wracają do mnie po kolejne ubrania z kolekcji.
- Czy bierzesz pod uwagę komentarze innych i tworząc, kierujesz się sugestiami otoczenia?
Chętnie słucham sugestii moich klientek, komentarzy bliskiego otoczenia, często dyskutuję ze współpracownikami zanim kolekcja ostatecznie ujrzy światło dzienne. To zawsze dla mnie cenne uwagi i doskonały punkt odniesienia.
- A Czy uwzględniasz potrzeby wymagających klientek i modyfikujesz swoje projekty, tak by spełniły ich oczekiwania?
Zdecydowanie tak. Każdy mój projekt może być w pewnym stopniu modyfikowany, aby klientka wyszła z mojej pracowni zadowolona. W mojej pracowni przy odbiorze zamówionego towaru na miejscu mogę dokonać niezbędnych poprawek i dopasować daną rzecz do figury i zapotrzebowań klientki.
- Dobrze ubrana kobieta, to dla Ciebie…
Definicja kobiety dobrze ubranej to wg mnie kobieta zachowująca swój własny styl, nie naśladująca innych, zdystansowana jeśli chodzi o najgorętsze trendy, ubrana w zgodzie z własnym charakterem, wiekiem, urodą.
- Chanel zawsze mawiała „moda przemija, styl pozostaje” czy zgadzasz się z tą dewizą?
Chyba wszyscy się z nią zgadzamy. Nic dodać nic ująć.
- Śledzisz trendy i to co dzieje się na światowych wybiegach, czy podchodzisz do tego z dystansem?
Śledzę trendy, ale nie podążam za nimi, albo tylko w niewielkim stopniu. Bardziej interesuje mnie kreowanie własnego stylu niż konformistyczne podejście do mody.
- Ostatnio na fali popularności jest retro, do łask wróciły trendy z lat 60. i 70. czy Twoim zdaniem takie cofanie się do przeszłości to właściwy kierunek?
Moda od zawsze zatacza koło…
- Masz jakieś wskazówki dla początkujących projektantów? Co byś im poradziła?
Aby konsekwentnie realizowali swój plan!
- Co według ciebie powinno znaleźć się w szafie każdej kobiety?
klasyczna mała czarna
- Moda wymaga poświęceń, kiedyś kobiety nosiły gorsety i chociaż z trudem oddychały, to chęć atrakcyjnego wyglądu, była silniejsza niż uczucie komfortu. A co dla Ciebie jest ważniejsze – swoboda, czy wygląd?
…ale dlaczego mam wybierać? Te dwie cechy można znakomicie połączyć! Przecież jedna nie wyklucza drugiej.
- Powiedz parę słów o nowej kolekcji, dlaczego pastele i dziewczęca stylistyka?
Moja trzecia z rzędu kolekcja „Could be sweet…” stworzona na wiosnę i lato 2013r., jest ultrakobieca i delikatna. Jednak, co charakterystyczne dla mnie – dość luźna w kroju, nie krępująca ruchów, swobodna i wygodna w noszeniu za sprawą użytych włoskich dzianin, sukienkowych kaszmirów, zwiewnych szyfonów i cienkich żorżet. Proste formy i delikatność tkanin odkrywają romantyczną stronę kobiety, zachowując przy tym elegancję i poczucie nieskrępowania. Robiąc ukłon w stronę tegorocznych trendów, zastosowałam modne w tym sezonie połączenie czerni z pudrem i bielą, a także mocniejszą kolorystykę od purpury, przez limonkę, po szafir . Różnorodność wzorów i szeroka kolorystyka pozwala każdej kobiecie odnaleźć coś dla siebie….
- Gdzie można kupić Twoje stroje?
Sprzedaję głównie w Internecie. Moje projekty można kupić kontaktując się bezpośrednio ze mną ze strony www.kasiamiciak.pl , jestem również dostępna na takich platformach jak: Dawanda.pl , SHOWROOM, Pakamera, Decobazaar, Saltandpepper, Conceptshop, Art-madam, Artillo, Haloart i innych. Nawiązałam również współpracę z butikami w Warszawie, Zakopanem, Łodzi, Rzeszowie i Nowym Targu. Bardzo chętnie przyjmuję klientki również u siebie w pracowni na warszawskiej Ochocie po uprzednim kontakcie mailowym. Tu można wszystko pomierzyć, dotknąć, sprawdzić , na miejscu dokonuję ewentualnych poprawek, skracam, zwężam wg zapotrzebowania klientki. Bardzo cenię sobie takie spotkania. Ostatnio udało mi się również nawiązać owocną współpracę z zagranicznymi butikami i sklepami internetowymi z Holandii, Francji i Litwy.
- A gdyby nie moda, czym byś się zajmowała?
Prawdopodobnie zostałabym przy zawodzie wyuczonym. Dobrze radzę sobie z cyferkami i ta umiejętność pozwalała mi przez większość mojego życia całkiem dobrze radzić sobie na rynku pracy. Jednak nie do końca pozwalała realizować siebie i swoje marzenia.
- Jakie 3 rzeczy, zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę i dlaczego?
Podeszłabym niestety bardzo praktycznie do sprawy. Zabrałabym jakieś solidne ubranie, takie najlepiej z odpinanymi rękawami i nogawkami na różne rodzaje pogody.
Dziękuję za rozmowę!
Aneta Wieczorek