Manipulacja i socjotechnika kojarzą nam się głównie z reklamą czy oszustami – nic bardziej mylnego! Jesteśmy manipulowani codziennie, w dodatku nie tylko przez osoby obce czy znajomych, ale także… bliskich (choć trzeba przyznać, że ci ostatni są często nieświadomi swoich poczynań manipulacyjnych). Nie wierzysz? Zapraszamy do lektury.
HEJ, CO TAM SŁYCHAĆ?
Siedzisz sobie w domu i oglądasz film, kiedy nagle dzwoni Twój kolega. Zaskoczony – bo przecież dość dawno nie rozmawialiście, odbierasz i nie przeczuwając niczego, najnormalniej w świecie odbywasz rozmowę o tzw. pierdołach – co u Ciebie, jak leci, u nas stara bieda, tak, tak, mam pracę, jest dobrze (co będziesz go wciągał w szczegóły, skoro dawno nie rozmawialiście). Pod koniec rozmowy kolega prosi Cię o pożyczenie 200 zł, tłumacząc się tragiczną sytuacją. Uświadamiasz sobie, że właśnie określiłeś swoją sytuację jako całkiem przyzwoitą, zatem nie ma właściwie powodu – poza brakiem zaufania, do odmówienia pożyczki. O tym ostatnim nie wspomnisz, więc cóż, zgadzasz się, żałując już w momencie, gdy otwierasz usta.
Odkładając słuchawkę wiesz już doskonale, że gdyby nie potrzeba, to kolega by nie zadzwonił – ale to już nie ma znaczenia. Technika ta polega na sprytnym wykorzystaniu naszej słabości – okazujemy ją wtedy, kiedy ktoś pyta nas o samopoczucie i mówiąc ogólnikowo, interesuje się naszą sytuacją życiową. Czujemy w takiej chwili pewną wdzięczność za „zauważenie” nas i potem dużo trudniej jest nam odmówić prośbom.
TO MOŻE CHOCIAŻ…?
Analogiczna sytuacja, ale Ty, nauczony doświadczeniem, wiesz, o co może chodzić. Rozmawia z Tobą ktoś dawno nie widziany, w końcu prosi o pożyczkę. Ha! Mam cię! Dumny z siebie odpowiadasz – „niestety, nie mam 200 zł”. I w tym momencie Twój rozmówca sięga do kieszeni po kolejną super technikę, pytając niewinnie i błagalnie zarazem – „Ok, to może chociaż 50?”. Pies pogrzebany, z kilku powodów.
Po pierwsze, jeśli odmówienie pożyczki było już dla nas samym w sobie stresem, drugi raz będzie nam dużo, dużo trudniej.
Po drugie, czujemy się w obowiązku „oddać przysługę”. Ale zaraz, jak to oddać? A tak, że nasz umysł potraktuje zmniejszenie prośby jako pewne odstępstwo, czyli przysługę.
Po trzecie, takie „błaganie”, czyli chęć uzyskania czegokolwiek, stawia proszącego w wyjątkowo niekorzystnej pozycji i budzi w nas chęć pomocy. I nie mamy pojęcia, że od początku chodziło o 50 zł, których w innej sytuacji byśmy nie pożyczyli.
Gwoli sprawdzenia wiarygodności autorki (bo przecież nie dla swoich celów) – jeśli macie ze swymi Małżonkami wspólne konto, spytajcie, czy możecie sobie kupić nową sukienkę za 200 zł. Z dużym prawdopodobieństwem stwierdzi on, że może nie teraz. Po demonstracyjnie okazanym smutku/pretensji (wybrać bardziej skuteczne) ponówcie pytanie, zamiast sukienki wspominając o torebce. Konieczne jest użycie na wstępie: „to może chociaż…?” i oczywiście obniżenie ceny o 2/3. I jak?
TY TO ROBISZ LEPIEJ!
Dla opisania tej techniki pozwolę sobie posłużyć się swoim osobistym przykładem. Przez wiele lat mojego małżeństwa skutecznie manipulowałam moim Mężem w kwestii tankowania samochodu (tak, wiem, jak to brzmi, ale dla usprawiedliwienia – nie wiedziałam, że to jakaś tam „manipulacja”). Za każdym razem, kiedy miałam zatankować, twierdziłam, że nie umiem tego robić (aż dziwne, że przez tak długi okres mi to wychodziło, co to za filozofia wlać paliwo do baku). Oczywiście nie było to nic w stylu: „Daj spokój, ja nie umiem”. Nic z tych rzeczy – była to cała oda do męskości! „Kochanie, ja naprawdę nie umiem tego robić, mylą mi się te rodzaje paliwa i nie umiem odkręcić kurka.
Ty robisz to tak szybko i zgrabnie, a w ogóle właśnie, czy widziałeś, jak ostatnio gapiła się na Ciebie ekspedientka? Aż byłam zazdrosna!”. Druga część, nie umniejszając przystojności mego mężczyzny, to już czysta manipulacja polegająca na oddaleniu tematu rozmowy – wyjątkowo skuteczne. Pamiętaj, że jeśli ktoś zachwala Twoje umiejętności, unikając tym samym ruszenia tyłka, to z dużym prawdopodobieństwem dobrze wie, co robi i Twoja niepodważalna zaradność ma z tym mało wspólnego. Postaw na swoim i wymagaj zmiany, ale nie licz na radość – ja też nie uśmiecham się szeroko, kiedy zamiast pospać 20 minut dłużej, muszę rano pędzić na stację. Wszak nie wszystko działa wiecznie.
A CZY MOŻESZ PRZY OKAZJI…?
Odchodząc od wątku osobistych doświadczeń – jeszcze jeden przykład „z życia”. Brat prosi Cię o odwiezienie na lotnisko/dworzec/gdziekolwiek. Zgadzasz się – bo co Ci szkodzi, prawda? W ostatniej chwili, kiedy znalezienie innego kierowcy graniczyłoby z cudem, pada pozornie niewinne zdanie: „To co, będę czekał o 5!”. Zaraz, o 5? W jedyny wolny dzień masz wstawać o czwartej rano? Jednak jedyne, co Ci pozostaje, to uporać się ze swoją złością – bo przecież nie powiesz już teraz, że nie pojedziesz, skoro sam się zgodziłeś i narobiłbyś kłopotów bratu.
Jeśli jednak sądzisz, że on rzeczywiście uznał, że godzina nie ma dla Ciebie znaczenia i to dlatego o niej nie wspomniał – zapewne bardzo się mylisz. Połóż się zatem wcześnie spać, a następnego dnia zakup poradnik podręcznik o technikach manipulacji. Oczywiście tylko po to, by się przed nimi bronić…
Redakcja