Literackiej celebrytki portret własny

Najpierw jasno określimy: Kimże jest, bądź nie jest, literacka celebrytka?

Jest to postać która już, jako dziecko przestała śnić o Pulitzerze. Nie doceniono jej twórczości w ramach „Paszportów Polityki". Jej książka na półkach księgarń nie znajdzie się obok tych, które zostały wyróżnione „Nike”. Natomiast, gdy słyszy „Orle Pióro” to płacze. Jeżeli wymienia się kolejne nazwy nagród literackich odpowiada: Ale, o co chodzi?

Paraliteratka. Upijająca się flaszkami komercji. Pod wpływem rozkładówek luksusowych magazynów dla Pań zachowuje się tak, jakby miała we krwi z kilka promili alkoholu. Wtedy to staje na skraju urwania się weny twórczej. W tych momentach stabilny wizerunek, który poprzez odpowiednie wypozycjonowanie na rynku zapewnił wydawca nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

W momencie premiery kolejnego tytułu robi mocne i huczne uderzenie. Niczym gwiazda pozostawiająca kolejny samochód na drzewie. W związku z powyższym rozbija się o emocje tłumów. Dla oklasków jest w stanie zmienić nawet wóz, którym jeździ. By móc przesiąść się na bezpieczną pozycję pasażera. Czyli wystąpić w telewizyjnym show. Gdy ktoś napisze niekorzystną recenzję jej książki w ręce trzyma kieliszek. Chce wznosić toast: wypijmy za błędy. W odpowiedzi słyszy: to się ostro nawalisz. Modli się, aby ktokolwiek kupił „dzieło”. Choćby po to, aby sprawdzić. Czy rzeczywiście jest ono tak kiepsko napisane.

Reasumując: Piratka pióra. Z przyzwyczajenia wymusza pierwszeństwo literaturze ambitnej.

Naczelną Literacką Celebrytką Rzeczypospolitej Polskiej jest naturalnie…Katarzyna Grochola. W pierwszej chwili, gdy zobaczyłam tytuł książki „Houston, mamy problem” pomyślałam: autobiografia? Ponieważ akcja publikacji nie jest osadzona w żadnych realiach ani kontekście. Że to niby o miłości a akcja toczy się w sercach bohaterów? Nic bardziej mylnego. To Barbara Jasnyk napisała o tym, że w sercu jest kaktus. Wyprawa Pani Grocholi na póki księgarń ma na celu uszkodzenie synaps w umysłach wielu ludzi. W szczególności kobiet. Które potem zostaną przesiedlone na czerwoną planetę. Aby spokojnie zapomniały o wstrząsających przeżyciach podczas wyżej wspomnianej lektury i same nie musiały głosić tytułowego hasła.

W końcu, jak podaje „Wprost’ na szóstej stronie w numerze 49 „Skolonizujemy Marsa”. Grochola musiała tyle lat walczyć o wydanie swoich powieści. Mnie to wcale nie dziwi. Poszukując sprzymierzeńców na Drodze Mlecznej, można ich szybko nie spotkać. Jednak jak to zwykle bywa taka osoba może cieszyć się wsparciem kolegów z NASA. Tylko kosmita zrozumie przybysza z odległej galaktyki. Będzie nawet w stanie rozszyfrować nadany przez niego komunikat. Żeby wygrać gwiezdną wojnę na sprzedaż egzemplarzy trzeba być jednak trochę jak obcy. To tak, jakby przebywać gdzieś tam w układzie słonecznym.

Czyżby czyżyk?
Jednoosobowe jury w postaci przewodniczącej, jaką jest Caryca Plotek orzeka, co następuje: na miano wiceliderki tego rankingu bezapelacyjnie zasługuje Małgorzata Kalicińska.

Werdykt uzasadnia następującą podstawą prasową: Jak informuje „Twoje Imperium” na szóstej stronie numeru 47: „Akcja serialu opartego na popularnych powieściach Małgorzaty Kalicińskiej po raz pierwszy będzie toczyć się częściowo zimą. Pogoda sprawi, że bohaterowie zostaną…odcięci od świata”.

Wobec tego na tytuł kolejnej serii proponuję: „Rozlewisko na Woronicza”. Ramówka im tonie w misji. Emitowanie produkcji między sezonami ramówkowymi przyczynia się do tego, iż odnosi się następujące ważenie: ekipa odpowiedzialna za realizację „zimuje” w takim miejscu za karę. TVP zmieniła strategię. Przecież to zawsze na wiosnę podnosi się stan wody w rozlewisku. Nieprzyzwyczajeni do tego widzowie nie spodziewają się roztopów tak szybko.

Sama Joanna Brodzik, odtwórczyni głównej roli w serialu odizolowała się na długi czas od sympatyków. Teraz wraca bardzo nieprzemyślanie! Po co ta okładka „Gali”! Pani Joanno, tym nie przyśpieszy Pani odwilży w sercach fanów.

Czy w związku z tym adepci formatu odetną się od produkcji? Jeżeli będą chcieli solidaryzować się z bohaterami zekranizowanej sagi, będą zmuszeni wyłączyć telewizory. Aby pójść za przykładem. Wtedy autorka na razie poczytnych bestsellerów zasiądzie w fotelu jakiegoś show. W stylu „Opowiedz nam swoja historię”, i opowie jak sława stopniała, niczym pierwszy śnieg.

Jednak, całe szczęście są także osoby, będące wyjątkami potwierdzającymi regułę.

Krystyna Kofta
Nikt nie opisuje w tak barwny sposób drogi z Warszawy Centralnej pod Pałac Kultury i Nauki. W dodatku pamiętając o wizycie w dworcowym szalecie. Szansie na spotkanie nieletnich szlaufów i lachociągów. De domo niespełnionych galerianek. Kofta w „ Krótkiej historii Iwony Tramp” dokonuje tego mistrzowsko. Oczywiście imię i nazwisko nie jest przypadkowe.

Młoda dziewczyna myśli o sobie: gwiazda. Tkwi w przekonaniu: należy mi się sława. Łudzi się: będę rozdawała autografy. Skutki tego są opłakane. Lecz ukazane w humorystyczny sposób. Od czasu przeczytania powyżej wspomnianej historii zaczęłam używać fraz tam występujących. Obłędnie zapadają w pamięć. Szczególnie powiedzonka nastoletnich braci kluczowej dla tytułu osobowości. W końcu kto, jak kto, ale ta autorka także wie, co by się stało „Gdyby zamilkły kobiety”. Milczenie nie powinno być językiem kobiet. Z pozoru cienka pozycja, w środku zawierająca grube treści. Wydając przepiękny hymn ku pochwale autonomii, niezależności, walki o swoje w wyrafinowany sposób daje jednoznacznie do zrozumienia: stop nierównemu i niegodnemu traktowaniu. Dodatkowo wykazując niesamowite i nieskończone pokłady empatii. Pamiętając o dzieleniu się swoimi doświadczeniami.

Każda z Nas odnajdzie tam nutkę siebie. Sytuację, w której sama musiała zagrać występując na scenie życia codziennego. Do tego przyczyniła się smykałka do grania z odbiorcami w otwarte karty. Jaram się twórczością tej Pani. Konkretniej traumami głównej bohaterki jej najlepszej powieści „Fausta”. Są one wyeksponowane do granic imposybilizmu. Po plecach przechodzą mi ciarki. To efekt pogrążenia się w mrocznym świecie Fausty. Przykład kobiety mimo przeżyć silnej. Która bez względu na wszystko i wszystkich marzy. Choćby po to, aby ubarwić swój, na co dzień szary świat. Można zaistnieć w świadomości czytelników bez udzielania słabych wywiadów. Takim gazetom jak „Gala”, czy „Viva”. Bez wsparcia portali plotkarskich. Dowód na to stanowi Pani Kofta. Za świadomość tego: Brawo!

Izabela Kuna
Muszę to koniecznie śledzić. Nie miałam, co do tego wątpliwości. Gdy w materiałach promocyjnych padły słowa, że autorka nigdy nie chciałaby być tak jak główna bohaterka książki, podjęłam nieodwracalną decyzję… o nie odpuszczeniu sobie tego tytułu.

Moja ulubiona aktorka wydala swoją pierwszą książkę „Klara”. Przegrałam w tym momencie sama ze sobą. Raczej z tym, że okazałam się „ciekawskim jajem”. Musiałam zawędrować do empiku. Nie byłam zawiedziona, wręcz przeciwnie. Pani Kuna udowodniła, że ma swoje barwy szczęścia. Osobisty zestaw kredek, które odnalazła nie pozwalając sobie na ingerencję w tym, co robi pisakami. Pokazała paletę swojej osobowości w pełnej krasie.

Dziękuję i kłaniam się nisko w pas. Za niebanalną historię. Zaprezentowaną w nietuzinkowej formie scenariusza. Która dla mnie stała się przestrogą i ostrzeżeniem. Swoją nową życiową rolę świetnie przeniosła ze scen teatralnych i taśm filmowych na półki księgarń. Stwierdzam potencjał na reżysera własnej kariery. Która będzie trwać jeszcze długo. Kolejne jej akty na pewno nas nie raz jeszcze zaskoczą. Podczas, gdy inni aktorzy mają problem stworzyć jedną kreację Izabela Kuna wytwornie radzi sobie na dwa fronty. Z widzami i czytelnikami. To sztuka tak podźwignąć kulturę! W dodatku robiąc to pozostając sobą i nie zakładając żadnej maski.

Jak z literackiej celebrytki przejść transformacje w poważnego twórcę?
Przypadek specjalny.

Dorota Masłowska
Są osoby lepiej piszące o sytuacji polityczno – społecznej w Polsce. Jednak uwagę w przypadku tej pisarki przykuwa pojawienie się nazwiska Masłowska w środkach masowego przekazu. Napisała debiutancką książkę. Na wejście zgarnęła „Paszport Polityki” w kategorii literatura. Uruchomiła lawinę. Wywołała burzę. Reprezentowała to, czego w mediach brakowało. Przyczyniło się to do zainteresowania jej pracą. Nadmiernego. W związku z czym na kartach rodzimej literatury współczesnej z początku zapisała się jako literacka celebrytka mimo woli.

Druga powieść „Paw Królowej” okazuje się hip- hopową piosenką. Są ludzie, którzy uznali: ma w sobie stajla. Tak oto dostała nagrodę literacką „Nike” sześć lat temu. Wracając z „Kochanie, zabiłam nasze koty” mamy już do czynienia z wizerunkiem autorki, jako odpowiedzialnej partnerki i matki. Jedno jest bardziej niż pewne. Byliśmy świadkami tego, jak w Dorocie Masłowskiej ukonstytuowała się tkliwa nihilistka opanowująca media z dystansu!

Jednak bez względu na wszystko, jest coś, co łączy powyżej wymienione panie. Na rynku literackim, wydawniczym nieubłagalnie i nieodwracalnie nadszedł czas kobiet. Wszystkie, jak jeden mąż ponad podziałami i stereotypami przyczyniły się do tego. Mają one wspólny mianownik. Pisarki tworzą coraz więcej i lepiej. Rozwijają się w tym kierunku. Przestały chować wydruki do szuflady. Ukrywać zarówno romanse, jak i manifesty feministyczne.

Jak łatwo, prosto i bezboleśnie zdemaskować literacką celebrytkę?
Najlepiej podczas zadawania pytań przez dziennikarzy i czytelników. Kiedy na wstępie pojawią się pytania przyjemne, typu: Co jest pani inspiracją? Dużo Pani pisze? Utożsamia się pani ze stworzona przez siebie bohaterką, jeżeli tak to, w jakim stopniu? Co sama Pani czyta?

W momencie, w którym rozmówczyni czuje się pewnie, najbezpieczniej na świecie, bo odpowiadała na takie pytania tysiąc razy to Ty podnosisz rękę i pytasz:

- czy ciężko o inne formy promocji, oprócz tych, które gwarantuje i jest w stanie zapewnić wydawnictwo? Tak oto skłaniasz do porównań możliwości autorów i wydawnictw.

- Czy wobec tego uważa pani, że osoby, które pisząc odniosły sukces komercyjny są literackimi celebrytami? O odpowiedzi usłyszysz zapewne, że tak. W takim przypadku ciężko nie przyznać racji.

- Czy gdyby dostała Pani propozycję zekranizowania Pani powieści, zdecydowałaby się Pani na współpracę przy scenariuszu? W tym momencie, w którym osoba odpowiada tak spada na Ciebie wzrok wszystkich na sali. Takiego końca nikt się nie spodziewał.

Polecam zachowanie powyżej wymienionych środków ostrożności. Szczególnie, jeżeli z materiałów dowiesz się, że osoba, z którą porozmawiasz ma doświadczenie dziennikarskie. Jeżeli wyskoczysz jak Filip z konopi taka osoba od razu Cię wyczuje.

Wasza Caryca Plotek
Monika Makowiecka

Komentarze
Jeśli jesteś człowiekiem to przesuń suwak w prawo
  PRODUKT TYGODNIA  
produkt tygodnia
  PORADY  
Pięć sposobów na skórę naczynkową

Skóra naczynkowa to problem wielu kobiet. Na ich powstanie wpływa wiele czynników – estrogeny, menopauza, fototyp skóry i inne, ale niezależnie od powodu ich ...

Jak poprawić kondycję skóry?

Jeśli usilnie staramy się zapobiec przebarwieniom, nawrotom zmian trądzikowych czy wreszcie pojawianiu się zmarszczek, polegając jedynie na podstawowej pielęgnacji ...

Pierwszy raz w gabinecie? Czas na mezoterapię!

Jeszcze kilkanaście lat temu medycyna estetyczna kojarzona była z możliwościami zarezerwowanymi dla ludzi bogatszych. Dziś jej osiągnięcia znajdują się w ...

  POPULARNE  
Nowy podkład Rimmel Match Perfection
"50 twarzy Greya" - film: kto zagra główne role?
10 najmodniejszych stylizacji męskiego zarostu na 2016 rok
Nowe oblicze Greya - Recenzja